Czysty sport

Wczoraj jeździłem w górach na rowerze. Siadło 55 km po singletrackach w okolicy Świeradowa.

Było na początku deszczowo dzięki czemu nieźle ubabraliśmy się błotem. W czasie jazdy sączyłem sobie izotonika, który dostarczał mi wspaniałej substancji jaką jest cukier. Pity był z litrowego bukłaczka na moich plecach. Pod koniec okazało się, że źle przykręciłem koło i całą trasę klocek hamulcowy lekko ocierał o tarczę, co sprawiało że na podjazdach czułem się niczym Syzyf wtaczający swoją kulę na szczyt góry.
Przedwczoraj zaś odbył się we Wrocławiu nocny półmaraton (nigdy nie skumam dlaczego wiele imprez jest nazywanych nocnymi, a zdążają się skończyć co najwyżej późnym wieczorem).
Po półmaratonie jest afera o plastikowe kubki, które masowo były zużywane podczas biegu. I słusznie. Tak samo powinno się ograniczyć stertę śmieci z pakietów startowych o czym wspomniał już Grzesiek  z

W Luźnej Formie.

.

Być może warto pomyśleć też o ograniczeniu medali, które jak dla mnie można porównać do dyplomu jaki otrzymuje każde dziecko w przedszkolu, nawet jeśli nie uczestniczyło w zawodach. No ale może dla kogoś to ma jakąś sentymentalną wartość, nie mi oceniać, ale np. można przy zgłoszeniu zrobić opcję “chcę otrzymać medal” za dodatkowe tam powiedzmy 10 zł.

W jednym z komentarzy dot. nieszczęsnych śmieci po półmaratonie zasugerowałem, że być może jeśli ktoś decyduje się na już całkiem poważny bieg to powinien sam ogarnąć sobie nawodnienie. Być może taki bukłaczek jaki miałem na rowerze by tutaj pomógł. Jednak okazało się, że się nie znam i to jest dodatkowe 1-2 kg co zrobi już różnicę nawet minuty na całym biegu! A i jeszcze jak ma się coś na plecach to też gorzej się odprowadza ciepło i w ogóle wynik już może być gorszy pewnie o 3 minuty!
Bieg ukończyły 10702 osoby. Po tym jeszcze ciągnęła się długa nienumerowana lista osób, które biegu nie ukończyły, ale kubeczki i pakiety startowe wraz z medalami na nich czekały.
Chciałbym wierzyć, że chociaż połowa osób, które ukończyły ten bieg przygotowywała się do niego rzetelnie. Że skoro liczy się dla nich każda minuta mniej podczas tego wyścigu o własne ego to robili wagę startową do tego biegu i rzeczywiście te 1,5 kg własnego picia na plecach zrobiło by im różnicę. Chciałbym w ogóle wierzyć, że wspomniana połowa w ogóle kontroluje swoją masę ciała i chciałbym wierzyć w to, że zastosowali jakikolwiek protokół żywienia na kilka dni przed startem, który zwiększyłby ich zdolności wysiłkowe. A potem i tak część powie, że wynik mieli słaby bo padał deszcz, a na innych imprezach będą narzekać, że jest np. za gorąco.

Możecie mnie za to linczować. Mało mnie to obchodzi.

Biegi, póki nie odbywają się na bieżni w hali, są naprawdę mało mierzalnymi dyscyplinami gdzie Twój wynik zależy od trasy czy pogody. Bicie swojego indywidualnego rekordu na tego typu imprezach jest dla mnie abstrakcją.

A na rowerach było fajnie.

WSZYSCY WYGRALIŚMY.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.